Do góry

Newsy

Gotowanie jest przekazywaniem uczuć

Z Katarzyną Meller rozmawiamy o rodzinnych tradycjach, programie "Ameryka Express" oraz kulinarnych podróżach w poszukiwaniu najciekawszych smaków.

Fot. materiały prasowe/Food Network

Czy zamiłowanie do gotowania towarzyszy pani od zawsze?

Zamiłowanie do gotowania jest chyba w moim przypadku genetyczne. Moja mama nie tylko świetnie gotowała, była również autorką książek kucharskich i historykiem kulinarnym. Kiedy chciałam z nią porozmawiać, wiedziałam, że znajdę ją w kuchni. Od małego więc tak spędzałam czas. Najpierw podglądałam mamę podczas szykowania dla nas posiłków, potem zaczęłyśmy gotować razem. To były piękne chwile.

Pani książka „W kuchni mamy i córki" jest połączeniem tradycyjnych przepisów z tymi współczesnymi. Które z nich wybiera pani chętniej?

Przepisy tradycyjne towarzyszą mi zawsze podczas rodzinnych świąt. Wszystkie przepisy zawarte w mojej książce są sprawdzone w co najmniej trzecim pokoleniu. Nie ma pudła. Dania, takie jak pasztet, sernik, sałatka jarzynowa, zrazy, mielone towarzyszą naszej rodzinie od lat i nie wyobrażamy sobie bez nich naszych spotkań. Na co dzień gotuję jednak lżej. Teraz pracuję nad drugą częścią mojej książki. Wygrzebuję jeszcze więcej starych, zapomnianych już przepisów i dodaję drugie tyle moich: lekkich, prostych i zdrowych.

Skąd pani czerpie inspiracje do tworzenia autorskich kombinacji?

Kulinarną inspiracją może dla mnie być wyprawa na lokalny bazarek, książka (niekoniecznie kucharska), stan mojej lodówki, pora roku, czy też podróż. Ostatnio wymyśliłam na przykład kładzione kluski ziemniaczane ze szpinakiem, trochę jak włoskie gnocchi, ale kładzione jak nasze tradycyjne kluski. Do tego masło z szałwią lub parmezan. Wyszło obłędnie!

Czy program „Ameryka Expres" otworzył przed panią drzwi do nieznanych dla pani wcześniej kulinarnych doznań?

Pewnie! W Ekwadorze spróbowałam pieczoną odmianę bananów (platany) nadziewane lokalnym białym serem. Banany były słodkie i rozpływające się w ustach, a ser słonawy. Fenomenalne połączenie!

Czym jest dla pani gotowanie? Niesie ze sobą jakiś ładunek emocjonalny, wspomnienia?

Gotowanie jest dla mnie przekazywaniem uczuć do najbliższych. Uwielbiam sprawiać im przyjemność i spełniać ich zachcianki kulinarne. Dla samej siebie nie lubię gotować, ale kiedy moja mała córeczka mówi mi, że jestem najlepszą kucharką na świecie - jestem szczęśliwa.

W programie „Przepis na sukces" przemierza pani całą Polskę, by odkryć prawdziwe perełki wśród restauracji. Co powinno wyróżniać takie miejsca?

W „Przepisie" najważniejsze jest niebanalne jedzenie stawiane na piedestale. Nieważne czy to bar, czy wykwintna restauracja. Muszę być pewna, że w sposób uczciwy traktuje się gości i ich żołądki, że właścicielom i szefom zależy na podaniu świeżego i dobrego jedzenia. A do tego wszystkiego szukam charyzmatycznych szefów, ludzi z pasją, dla których gotowanie nie jest tylko pracą lecz sensem życia.


W „Przepisie na sukces" ma pani przyjemność gotować z mistrzami sztuki kulinarnej, poznać ich tajemnice oraz pracę „od kuchni". Czy coś panią zaintrygowało, zaskoczyło, a może zszokowało podczas tej współpracy?

Mam ogromne szczęście móc gotować i podpatrywać tak utalentowanych szefów. Poznaję ich sekrety, dostaję od nich cenne wskazówki, które potem wykorzystuję u siebie w domu. Podczas programu dowiedziałam się jak usmażyć żółtko na głębokim tłuszczu, jak uniknąć kożucha na sosach, czy uniknąć zapachu smażonej ryby. Ze wszystkimi szefami spędziliśmy bardzo intensywne dni, bardzo pracowite, ale też pełne śmiechu i dobrej zabawy.

Prowadzi pani również bloga poświęconego kulinariom. Jaki jest pani sposób na to, aby wyróżnić się spośród setek innych tego typu stron? Gdzie tkwi sekret sukcesu w sieci?

Mój blog jest odzwierciedleniem mojej kuchni. To prosty zapis sprawdzonych domowych przepisów dla całej rodziny. Staram się wszystko robić od podstaw z dobrych składników i w miarę sezonowo.

Jakie dania najczęściej goszczą na pani stole? Jest może przysmak, który lubi pani najbardziej?

Ostatnio chętnie sięgam po kasze i pożywne zupy. Całe lato jadłam właściwie wyłącznie owoce i warzywa. Teraz mam potrzebę cięższego jedzenia. Na okrągło mogę jeść komosę ryżową z soczewicą, ciecierzycą, oliwkami, suszonymi pomidorami, ziarnami i toną natki pietruszki z chilli.

Co pani sądzi o tradycyjnych potrawach przygotowywanych w wersji fit? Po której stronie barykady pani stoi?

Wersja fit tradycyjnych potraw przeważnie smakuje gorzej. Lubię jeść zdrowo i na co dzień tak właśnie się odżywiam, jednak kiedy nachodzi mnie ochota na tradycyjne dania zapominam o wersji „light". Jogurt nie zastąpi śmietany, nic nie zastąpi masła. Tak po prostu jest. Smak jest zawsze dla mnie kluczowy.

Rozmawiała Karina Czernik

Polecane przepisy

Zobacz więcej

Komentarze do artykułu (0)

Dodaj komentarz

Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe
Bądź pierwszy. Napisz coś miłego!

Ostatnio komentowane przepisy

Rozwiń Zwiń