Do góry

Newsy

Konserwa turystyczna - co w tym siedzi?

Konserwa - kiedyś stanowiła niezbędny element wyposażenia plecaka każdego turysty. Dziś również nietrudno znaleźć ją na biwakach. Jednak, co tak naprawdę kryje w sobie ta metalowa puszka? Czy poza praktycznym aspektem, jest w niej coś, co powinniśmy cenić?

Fot. 123RF

Nie tak dawno temu, pakowanie na biwak rozpoczynaliśmy od zrobienia solidnego zapasu konserw, które doskonale sprawdzały się, jako posiłek w polowych warunkach. O tym, co znajdowało się w metalowych puszkach, krążyły legendy. Jednak mimo tych nieciekawych pogłosek, stanowiły one jeden z najważniejszych elementów ekwipunku każdego turysty. Do dziś nie zmieniło się wiele. Mimo szerokiego wyboru różnorodnych, świeżych produktów, konserwy wciąż znajdują miejsce w naszych plecakach. Pytając o to, dlaczego tak się dzieje, usłyszeliśmy wiele odpowiedzi - „bo praktyczna", „bo szybka i łatwa w przygotowaniu", „bo chyba całkiem pożywna". Tę ostatnią tezę postanowiliśmy zweryfikować i dowiedzieć się, co naprawdę znajdziemy w tych popularnych puszkach.

Mięsa, jak na lekarstwo

Z oczywistych względów, najbardziej zainteresowało nas, ile mięsa znajduje się w konserwach. Czy w ogóle je tam znaleźliśmy? Na szczęście tak. Jednak jego ilość może pozostawiać już wiele do życzenia. Owszem, na sklepowych półkach pojawiają się konserwy, które w 80, a nawet 90 procentach, składają się z mięsa. Niestety, są one w mniejszości. Zazwyczaj rozpoznamy je po cenie, gdyż przyjdzie nam za nie zapłacić zdecydowanie więcej niż za inne puszki. Jednak cena nie powinna być dla nas jedynym wyznacznikiem. Może się bowiem zdarzyć, że sprytni sprzedawcy zastosują podobną strategię jak np. w przypadku oszukanego masła - gorszej jakości produkt będą sprzedawać za znacznie wyższą cenę, tylko po to, by udawał ten z górnej półki.

A co z tańszymi konserwami? W ich przypadku sytuacja wygląda zdecydowanie gorzej. Jeśli będziecie chcieli obniżyć koszty wakacyjnego wyjazdu, zastanówcie się, czy jedzenie jestpr akurat najlepszym sposobem na szukanie oszczędności. Gdy mówimy o konserwach i innych produktach teoretycznie mięsnych, niska cena zazwyczaj pociąga za sobą wyjątkowo niską jakość. Do 1996 roku w naszym kraju obowiązywały normy regulujące ilość mięsa w konserwie. Obecnie w tej materii panuje całkowita dowolność. Jak myślicie, ile mięsa znajdowało się w sprawdzanych przez nas konserwach? W wielu przypadkach nie przekraczało 40-50% całkowitej masy konserwy.

Niestety, znaleźliśmy także taką konserwę, w której znalazło się zaledwie 10% mięsa - niech w tym wypadku najlepszym komentarzem będzie fakt, iż na półkach z jedzeniem dla zwierząt wypatrzyliśmy puszki psiej karmy, które zawierały więcej mięsa.

Zobacz 8 najlepszych przepisów na golonkę. Kliknij!

Golonka

Smakowity MOM i garść ulepszaczy

W takim razie, co jeśli nie mięso, znajduje się w popularnych konserwach? Tutaj na pierwszy plan wysuwa się tajemniczy skrót MOM, oznaczający mięso oddzielone mechanicznie od kości. Mówiąc najprościej, są to wszelkiego rodzaju resztki, które pozostały przy kościach po odkrojeniu z nich bardziej wartościowych kawałków. Do specjalnych maszyn, zajmujących się produkcją MOM-u, trafiają zarówno kości, jak i skóry, chrząstki, korpusy oraz oczywiście spora ilość tłuszczu, mająca za zadanie nadać tej mieszaninie odpowiednią konsystencję.

Po zmieleniu, całość przepuszcza się przez gęste sito, dzięki czemu masa staje się zupełnie gładka i teoretycznie jadalna. Ostatnim etapem produkcji jest „doprawienie" takiej mieszanki konserwantami, polepszaczami smaku, a także stabilizatorami, które zapewnią jej trwałość oraz względnie apetyczny aromat. Po zakończeniu tego procesu, MOM sprawdza się wręcz idealnie jako „wypełniacz" i tani zamiennik mięsa w różnego rodzaju produktach, takich jak parówki, pasztety czy też konserwy. Zdarza się, że mięso oddzielone mechanicznie stanowi ponad połowę ich masy.

Niestety, na MOM-ie nie kończy się długa lista dodatków, jakie możemy znaleźć w popularnych konserwach. Do puszek trafia także spora dawka substancji stabilizujących i zagęszczających ten produkt. Aby każdy turysta chciał zjeść ze smakiem taką konserwę, producenci nie zapominają również o solidnej porcji wzmacniaczy smaku, w tym cieszącego się złą sławą glutaminianu sodu. Na większości opakowań znajdziemy również całkiem pokaźną listę dodatków „E". Oczywiście, ich użycie w produktach spożywczych jest dozwolone, a większość z nich jest zupełnie nieszkodliwa. Warto jednak wiedzieć, że w tym gronie znajdują się również substancje, budzące wiele kontrowersji wśród naukowców i specjalistów ds. żywienia.

Decyzję, dotyczącą tego, czy wrzucić konserwę do plecaka, pozostawiamy wam. Warto jednak zwracać uwagę na to, co napisano na ich etykiecie. Uzbrojeni w taką wiedzę, będziemy mogli dokonać świadomego wyboru i bez zmartwień ruszyć na turystyczny szlak.

Schab z morelami na kanapki na INTERIA.TV.

Tekst: Sylwia Cisowska/ Smaker.pl

Polecane przepisy

Zobacz więcej

Komentarze do artykułu (3)

Dodaj komentarz

Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe

zdjecie uzytkownika

anhem 07 września 2017 niestety większość obecnych konserw to chłam i trucizna....jeżeli już jeść mięso przetworzone to
chyba ok są konserwy rybne (z całymi rybami ,a nie
typu paprykarz szczeciński)
Odpowiedzi: 2 ▼

124 Kto głosował? | Odpowiedz

Ostatnio komentowane przepisy

Rozwiń Zwiń