Do góry

Newsy

Relacja z konkursu L'art de la cuisine Martell

W ciągu 700 lat swojej swojego istnienia mury zamku w Rynie widziały niejedną wielką ucztę. Jednak prawdopodobnie wszystko to blednie w porównaniu do tego co zaprezentowali uczestnicy konkursu L'art de la cuisine Martell - jednego z najbardziej prestiżowych konkursów kulinarnych w Polsce.

Mnóstwo kulinarnego talentu, wielkie ambicje, setki godzin przygotowań i lata doświadczenia zawodowego - wszystko to sprowadziło 16 dwuosobowych drużyn do mazurskiego Rynu, gdzie odbyła się już 13 edycja prestiżowego konkursu L'art de la cuisine Martell. Jest to jedno z najważniejszych wydarzeń w polskim kalendarzu kulinarnym, które w jednym miejscu skupia najbardziej utalentowanych kucharzy młodego pokolenia, ich mentorów oraz smakoszy i fanów dobrych trunków z całego kraju.

Młodzi kucharze co roku stają w szranki o przechodni puchar Martella, który przez kolejne 12 miesięcy, będzie mógł cieszyć oko gości w ich restauracjach. Co ciekawe, w ciągu trzynastu lat trwania konkursu, jeszcze żadnej z drużyn nie udało się dwukrotnie zdobyć tytułu. Świadczy to jedynie o stale podnoszącym się poziomie konkursu oraz o tym, że młodzi kucharze podchodzą do niego bardzo poważnie. Zauważają to także organizatorzy wydarzenia.

- Poziom konkursu jest wprost proporcjonalny do tego, co się dzieje na rynku gastronomicznym w Polsce - tłumaczy Karol Okrasa, jeden z prowadzących konkurs. - Jest przeniesieniem na polski rynek dopiero wkraczają do naszej kuchni. Można śmiało powiedzieć, że ten konkurs wyznacza trendy w polskiej gastronomii i wskazuje nam na kogo i na co powinniśmy zwracać uwagę. Chcemy żeby ten konkurs służył wymianie doświadczeń nie tylko między uczestnikami, ale także między zawodnikami, a jurorami - dodaje kucharz.

W tym roku motywem przewodnim była wołowina oraz koniak Martell. Każda z drużyn miała zaledwie godzinę na przygotowanie dwunastu porcji konkursowego dania oraz wybór koniaku, który najlepiej by się z nim komponował. Uczestnicy mieli do wyboru trzy części wołowiny - krzyżową, bavette i rostbef - oraz trzy rodzaje koniaku - VS, VSOP i XO. Co ważne, trunek miał być jedynie serwowany jako dodatek do posiłku, a nie jako jego element składowy. Stanowiło to kolejne wyzwanie, gdyż młodzi kucharze musieli wykazać się nie tylko znajomością technik kulinarnych, ale także zrozumieniem właściwości serwowanych trunków.

- Co roku staramy się, aby główny produkt nie był łatwy, żeby maksymalnie utrudnić, bo wiemy, że osoby startujące w Martellu, to są naprawdę bardzo mocni zawodnicy - tłumaczy szef Dariusz Struciński, jeden z jurorów konkursu. - Mam wrażenie, że poziom konkursu z roku na rok się podnosi, ale to jest pochodną tego, że w ogóle nasi młodzi kucharze w Polsce bardzo się edukują, szkolą i rozwijają. Absolutnie nie neguję, że rok dwa czy cztery lata temu było bardzo słabo. Ale poziom rośnie. Niektórzy z uczestników poradzili sobie lepiej, inni trochę gorzej, ale w skali 16 drużyn nie wszyscy mogą być na 1 miejscu. Zawodnicy mieli też okazję, żeby móc chwilę porozmawiać z jurorami, którzy omawiają wszystkie prace, przekazując swoje sugestie. Każdy ma okazję dowiedzieć się gdzie popełnił błąd lub co zrobił dobrze, a to może zaowocować w przyszłości - dodaje kucharz.

16 dwuosobowych drużyn z całej Polski, przez wiele dni dopieszczało najdrobniejsze szczegóły dań, które planowali zaprezentować jurorom podczas konkursu. Zawodnicy przyznawali, iż jest to dla nich niezwykle ważne wydarzenie o którym myśli się cały rok. Żaden z kucharzy nie krył nerwów i stresu, a drżące ręce podczas nakładania potraw, były normą. Wszyscy uczestnicy konkursu podkreślali, że Martell to nie tylko okazja na spotkanie swoich kulinarnych idoli, ale również szansa na zwrócenie na siebie uwagi i nadanie swojej karierze prawdziwego tempa.

- Niestety czuję oddech młodszej konkurencji na plecach i przez to co roku ten konkurs jest dla mnie smutnym wydarzeniem. Jestem coraz bardziej zdołowany tym, że za chwilę będę musiał pójść na emeryturę - żartował Karol Okrasa. - Poważnie rzecz ujmując, fakt, że tylu młodych kucharzy chce się rozwijać i uczyć może tylko cieszyć. To wielka sztuka i odwaga poddać się krytyce kolegów i tak solidnego jury. To także pokazuje, że spotkali się tutaj ludzie, którzy mimo młodego wieku, są niezwykle dojrzali.

Zmagania młodych kucharzy oceniały dwa składy jurorskie. Pierwsze z nich to Jury Techniczne, składające się z największych autorytetów z dziedziny sztuki kulinarnej w Polsce, takich jak Adam Chrząstowski, Tomasz Dekert, czy też Andrzej Bałdyga. Jury to, miało za zadanie nie tylko ocenę potrawy według jej zgodności z regulaminem konkursu, ale także brało pod uwagę standardy pracy kucharzy i poprawność zastosowanych przez nich technik. Drugi skład jurorski, przyznający swoją osobną nagrodę, tworzyli koneserzy sztuki kulinarnej - znane osobistości polskiego showbiznesu i amatorzy dobrego jedzenia w jednym.

W skład drugiego panelu jurorskiego wchodził również Philip Ainsworth - dyrektor marketingu firmy Wyborowa Pernod Ricard Polska, dystrybutora koniaku Martell. Opisując swoje wrażenia po konkursie, nie krył wyrazów zachwytu. - Jestem niezwykle zainspirowany. To co było naprawdę niesamowite, to zobaczenie tylu bardzo młodych kucharzy, z tak ogromnym talentem i energią. Obserwowanie ich przygotowań i tego jak gotują, było dla mnie bardzo ekscytujące i pouczające - opowiadał Ainsworth. - Wszyscy mieli jeden produkt bazowy - z pozoru zwykłą wołowinę, a jednak w gotowanie włożyli całą masę wyobraźni, kreatywności i wiedzy, dzięki czemu stworzyli zjawiskowe potrawy. Obserwowanie takich talentów jest po prostu inspirujące. Uczestnicy nie mają jeszcze nawet 30 lat, więc wszystko jeszcze przed nimi, tymczasem już teraz tworzą wspaniałe potrawy. Jestem bardzo ciekawy, czym nas zaskoczą w przyszłości - dodaje.

Philip Ainsworth tłumaczył również, jak trudnym zadaniem jest dopasowanie odpowiadniego koniaku do serwowanej potrawy. - To było bardzo ciekawe, każdy z nich musiał określić który spośród naszych koniaków, będzie najbardziej pasować do ich dania. Niektórym poszło to lepiej innym gorzej. Muszę przyznać, że było to niezwykle trudne zadanie, ponieważ trzeba było wziąć pod uwagę takie niuanse jak na przykład silniejsze nuty owocowe lub dymne w poszczególnych trunkach, które powinny mieć swoje odbicie w serwowanym daniu - tłumaczy Ainsworth.

Uczestnicy 13. edycji konkursu L'art de la cuisine Martell wzbili się na wyżyny kulinarnego talentu, dając pokaz fantazji kulinarnej oraz niezwykłych umiejętności. Na ich talerzach pojawiły się między innymi : mandarynki kompresowane w winie agrestowym, roladki z rostbefu ze słoniną, sos czekoladowo-kawowy ze szpikiem wołowym, czy też buraki karmelizowane w miodzie. Trzecie miejsce zajęli ubiegłoroczni zwycięzcy - reprezentanci kołobrzeskiego Hotelu Zdrojowego Pro Vita - Daniel Olas oraz Dawid Szkudlarek. Drugie miejsce wywalczyła drużyna z krakowskiej restauracji Andromeda - Filip Stępień i Dawid Ślęczka. Natomiast pierwsze miejsce zdobyli Jakub Walczak i Tomasz Zderenka - reprezentanci restauracji Enjoy Platinium Palace Residence z Poznania. Daniem, które zachwyciło jurorów podczas tegorocznej edycji konkursu, był rostbef wędzony oraz szpik wołowy z konfiturą z cebuli i sosem z czerwonego wina.

Wręczenie nagród oraz przekazanie pucharu miało miejsce podczas uroczystej gali, odbywającej się na dziedzińcu zamku w Rynie. Ponieważ zbiegła się ona z trzystuleciem marki Martell, miała ona szczególnie uroczystą oprawę. Zarówno jurorzy, jak i uczestnicy konkursu podkreślali, iż już zbierają siły i pomysły przed kolejną edycją L'art de la cuisine Martell. Nam pozostaje tylko wierzyć w ich zapewnienia i cierpliwie czekać na to, czym zaskoczą nas za rok.

Tekst Sylwia Cisowska/Smaker.pl

Polecane przepisy

Zobacz więcej

Komentarze do artykułu (0)

Dodaj komentarz

Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe
Bądź pierwszy. Napisz coś miłego!

Ostatnio komentowane przepisy

Rozwiń Zwiń