Do góry

Newsy

Specjalnie dla Smaker.pl: Rozmowa z Bartłomiejem Kuzianikiem

Drugą edycję programu "Top Chef" zdominowało pokolenie młodych, ambitnych kucharzy. O tym, jak wygląda program od kulis oraz jaka atmosfera panuje wśród uczestników, rozmawiamy z jednym z nich.


Miałeś być aktorem, a zostałeś kucharzem. Dlaczego zmieniłeś plany?

- Zrozumiałem, że są dużo lepsi ode mnie, którym i tak nie wiadomo czy uda się zaistnieć w tym zawodzie. Miałem świadomość tego, na jakim ja jestem poziomie i stwierdziłem, że nie ma sensu się w to bawić. Dużo pewniej czuję się "na kuchni" niż na scenie, więc podjąłem decyzję, że wylatuję do Anglii i zaczynam się tego uczyć.


Miałeś wcześniej jakieś doświadczenie związane z gotowaniem?

- Moi rodzice prowadzili zajazd i to tam zakochałem się w stylu pracy gastronomii, zobaczyłem jak to wygląda od zaplecza. Ale dopiero w Anglii zacząłem się uczyć tego, jak naprawdę powinna wyglądać praca w kuchni w prawdziwej, dobrej restauracji.


Dlaczego zdecydowałeś się wyjechać?

- Tak sobie wymyśliłem, że jadę do Londynu. Rodzicom powiedziałem, że mam mieszkanie, pracę, że wszystko załatwione... Nic nie miałem. Żadnego znajomego nawet. Tylko pięćset funtów w kieszeni. Pojechałem w ciemno.


Jak się potoczyła twoja kariera w Anglii?

- Trafiłem do bardzo, bardzo dobrej restauracji z klasyczną francuską kuchnią i tam zaczynałem. Naściemniałem w CV, że mam dwa lata doświadczenia na kuchni, bo nie chciałem trafić na zmywak. To sobie postawiłem za punkt honoru: że nie stanę na zmywaku. Wrzucili mnie na pomoc kuchenną, no i zacząłem się tego wszystkiego uczyć tak naprawdę udając, że to umiem. Byłem tam nawet na studiach jedną nogą. Przyjęli mnie od razu na drugi rok, ale różne komplikacje sprawiły, że wróciłem do Polski i zacząłem naukę tutaj.


Jaka jest twoja ulubiona kuchnia?

- Francuska. Uwielbiam kuchnię pełną masła i śmietany.


Bartłomiej Kuzianik Top Chef


Jak trafiłeś do "Top Chefa"?

- Zgłaszałem się już do pierwszego sezonu, byłem na castingu, ale nie udało mi się wejść do finałowej czternastki. Udało się za drugim razem.


Jak oceniasz tego typu programy?

- Nigdy ich nie oglądałem. Pierwszy sezon Top Chefa obejrzałem żeby wiedzieć jak to wygląda. I miałem mieszane uczucia. Zastanawiałem się czy ja w ogóle chce się w to bawić, w ten cyrk.. Ale pomyślałem, czemu nie? Gdyby nie było tam Amaro, na pewno bym nie poszedł. To jednak on buduje cały ten program.


Czy to znaczy, że z jego zdaniem liczysz się najbardziej?

- Liczę ze zdaniem każdego jurora, bo każdy trochę inaczej podchodzi do gotowania. Każdy z nich ma uwarunkowania na kuchnię polską i ją lubi, ale każdy oczekuje czegoś innego na talerzu. Ja się zawsze starałem iść w to, co mówi Wojciech Modest Amaro.


Jakie emocje panują na planie? Rywalizujecie ze sobą?

- My się tam zawsze lubiliśmy. Stworzyliśmy naprawdę zgraną grupę. Mieszkaliśmy w jednym hotelu i mieliśmy sporo okazji do integracji. Może i były jakieś kwasy, ale raczej na zasadzie drobnych nieporozumień, które znikały razem z zejściem z planu.


Czego nauczył cię ten program?

- Na pewno nauczyłem się paru sztuczek i technik, o których wcześniej słyszałem, a teraz zobaczyłem jak to się robi naprawdę. Rady od Amaro na pewno wpłynęły na mnie i miały swój udział w tym, że jestem teraz w jakikolwiek sposób lepszym kucharzem. W szatni, na pięć minut przed konkurencją, każdy każdemu dawał rady. Ktoś coś usłyszał od kogoś i próbował to robić. Nie było złośliwości na zasadzie: ja ci nie powiem żeby ci nie wyszło.


Z kim ci się najlepiej współpracowało do tej pory przy zadaniach?

- Z Robertem i Agnieszką mi się bardzo fajnie pracowało.


Bartłomiej Kuzianik Top Chef


I za przygotowanie dwudziestu potraw w dwadzieścia minut zostaliście docenieni...

- Tak, wygraliśmy wtedy staż u szefa Sanada Changpuena i było naprawdę super.

Robert jest bardzo fajnym gościem i bardzo dobrze "się pod nim robi". Swoją drogą to niesamowite, że tak miła osobowość może być w ogóle szefem zmiany tam u siebie w restauracji, bo jak dla mnie to on jest za miły. Nawet go o to pytałem, jak to osiąga, że ludzie go tam słuchają i mają do niego respekt, no, ale jest na tyle dobry, że mają.

Z Patrycją też się bardzo fajnie pracowało, ale trzeba było ją poganiać strasznie, bo ona tak lubiła się rozmarzyć i tak sobie pogadać i postać.


Krążyły plotki, że macie romans...

- Nie ma żadnego romansu. Ani z Patrycją, ani z Agą. Mam dziewczynę, z którą jestem w związku od dwóch lat, kocham ją nad życie. Patrycji po prostu pomagałem, bo widziałem, jaka jest przerażona. Wiedziałem, że jeżeli ja jej nie pomogę to nikt tego nie zrobi.


Czy Top Chef to Twoje pierwsze doświadczenie, jeżeli chodzi o telewizję?

- Nie. Miałem kilkanaście ról w W11 czy Detektywach. Dorabiałem w ten sposób, bo całkiem fajnie płacili. W Starym Teatrze grałem też epizod w Transatlantyku Gombrowicza. Widok kamery czy mikroportu mnie nie stresuje. Podobno kamera mnie lubi.


A jak się czułeś w roli jurora?

- Bardzo źle.


Dlaczego?

- Bo wiedziałem, że co nie zrobimy, będzie źle. Wcześniej ustaliliśmy, że musimy być w stu procentach obiektywni, bo jak nie będziemy obiektywni i poślemy trzech najmocniejszych do dogrywki żeby któryś z nich odpadł to prawdziwe jury nas zje, wyjmie tych ludzi z dogrywki i wrzuci nas. Źle się czułem po tej konkurencji.


Miał ktoś później do ciebie pretensje?

- Nie. Przybiliśmy sobie piątkę. Tak jak zawsze. Gotujemy - jesteśmy zawodnikami. Kończymy gotować - jesteśmy kolegami.


Niejednokrotnie na ekranie widać zgrzyty i poruszana jest kwestia odpowiedzialności szefa za drużynę. Zrzekłbyś się immunitetu w takiej sytuacji?

- Pewnie bym się zrzekł. Bo oprócz tego jak się gotuje liczy się także image i to, że ludzie mnie zapamiętają przede wszystkim za to, jak się zachowuje. Myślę, że kwestia honoru i inteligencji by mi podpowiedziała, że lepiej się zgłosić do tej dogrywki i odpaść z programu z podniesioną głową. Ja jestem kapitanem. Odpowiadam za zespół.


Jest łatwiej dzięki temu programowi?

- Dużo łatwiej. Ale z drugiej strony oczekiwania pracodawców są dużo większe niż od zwykłego szefa.


Internauci typują cię na finalistę programu. Co o tym myślisz?

- Jest mi bardzo miło, że ludzie patrzą na mnie w ten sposób, że zasługuję żeby dostać się do finału. Tym bardziej, że wchodząc do tego programu moim głównym założeniem było to, żeby nie odpaść, jako pierwszy z trzech.


Udało się...

- Udało. Tylko tego się bałem. Bo to jest porażka. Każdy pierwszego zapamiętuje i postrzega, jako osobę, która nie potrafi gotować. Po cichu myślałem, że jakbym doszedł do piątego odcinka to by było super. Cieszę się, że jury widziało we mnie jakiś potencjał, a przecież z czystym sumieniem mogli mnie wyrzucić po trzecim odcinku za tego sufleta...


Masz jakiś kontakt z fanami? Czujesz się rozpoznawalny?

- Czuję na sobie spojrzenia ludzi. Póki są trzeźwi nie mam z tym żadnego problemu, bo tylko patrzą i coś między sobą poszepcą. Ale już wyjść na piwo wieczorem jest ciężko. Z drugiej strony to jest też przyjemne, jak sobie siedzę i co jakiś czas ktoś podejdzie i pyta czy ja to ja.


Zaprzeczasz czasami, żeby mieć spokój?

- Czasem mówię, że nie. Ale potem mówię, że tak. I robimy sobie zdjęcia. Jest to miłe i nigdy nie sądziłem, że mnie coś takiego spotka. Dostaję ogromne ilości wiadomości i matrymonialnych i innych dziwnych. Zawsze odpisuję, ale nie wchodzę w głębsze zażyłości. Przerażają mnie ludzie z Internetu.


Dlaczego?

- Boję się wchodzić z nimi w jakąkolwiek polemikę, bo wiem, że oni mnie tam zjedzą. Nigdy nie udzielałem się na żadnych stronach czy forach.


A jak ty oceniasz swoje szanse w tym programie?

- Od początku uważałem, że nie dojdę do finału. Czułem, że w połowie jest mój moment. Widziałem, że są ludzie dużo lepsi ode mnie, ale tak naprawdę w tym programie duże znaczenie ma nie tylko to, jak gotujesz i co umiesz, ale przede wszystkim twoja odporność psychiczna. Tam wszystko się dzieje w głowie. Tak naprawdę każdy, kto odpadał, po kolei, odpadał tak naprawdę psychicznie.


Magda zrezygnowała sama... Co sądzisz o tej decyzji?

- Nie pochwalam jej. Powiedziałem jej to od razu jak tylko zeszła z planu. Widziałem jak ona się tam męczy i spodziewałem się tego, ale nie wiedziałem, jak do tego dojdzie. Ja bym tego nie zrobił na pewno. Cały czas daję sto pięćdziesiąt procent.


Jak stres wpływa na przygotowanie potrawy?

- Przeszkadza. I presja czasu, i kilkanaście obiektywów. Do tego specyfika zadań, jury, które podchodzi i zmienia koncepcję... Atmosfera programu uwalnia niesamowite pokłady stresu. Żartowaliśmy, po czym ustawialiśmy się przed wejściem do studia przed konkurencją i już każdy się zamykał w sobie. Pięć lat życia mi przez to ubyło.


Co robisz w wolnym czasie?

- Dużo podróżuję. Zrobiłem już dwadzieścia pięć tysięcy kilometrów na stopa. I nigdy nie zapłaciłem. Nigdy nie miałem też nieprzyjemnej sytuacji, ani żadnych takich rzeczy.


Jakie masz plany na najbliższy czas?

- Aktualnie kończę studia i piszę pracę inżynierską. Na tym teraz się skupiam.


Co ostatnio ugotowałeś?

- Po stażu u Sanada Changpuena polubiłem wszystko, co ostre. Do tej pory unikałem takich dań, a u niego robiliśmy bardzo dużo ostrych rzeczy, więc zacząłem odkrywać ich piękno. Ostatnio zrobiłem zupę tajskie curry.


Przepis na tajskie curry wg Bartłomieja:

Składniki:

1/2 łyżeczki nasion kolendry
1/2 łyżeczki kminku
1/2 łyżeczki cukru
szczypta kuminu
pęczek kolendry
3-4 dymki cebuli, tylko zielona część
5 liści kafiru (do znalezienia w sklepach kuchnie świata)
1 cm grubego jak kciuk imbiru
30 g trawy cytrynowa
2 ząbki czosnku
1 małe chili
30 g migdałów
sok z 2 limonek
skórka z 1 limonki
sos sojowy jasny
350 ml mleczka kokosowego
1 l bulionu drobiowego

Suche składniki uprażyć na patelni. Dodać odrobinę oleju i wrzucić resztę składników, oprócz bulionu. Poddusić parę minut na małym ogniu razem ze 100 ml. mleczka kokosowego. Całość przenieść do blendera i zmielić najdrobniej jak się da. Powstałą pastę przenieść do garnka, dodać pozostałe mleczko kokosowe i podgrzać. Stopniowo dodawać bulion drobiowy. Zagotować i gotować na małym ogniu ok. 40 minut. Przez podaniem zupę przelać przez drobne sito. Całość doprawić sosem sojowym. Potrawę można podawać kawałkami kurczaka lub krewetkami.

Rozmawiała: Ewa Krzempek/INTERIA.PL

Polecane przepisy

Zobacz więcej

Komentarze do artykułu (1)

Dodaj komentarz

Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe

zdjecie uzytkownika

pesto 13 maja 2014 Bartek jest super, od pierwszego odcinka mu kibicuję :)

57 Kto głosował? | Odpowiedz

Ostatnio komentowane przepisy

Rozwiń Zwiń