Kochasz gotować?
Zarabiaj ze Smakerem na dodawaniu przepisów!
Szampan bzowy robię od wielu lat, ale jakoś nigdy nie udało mi się tego opisać na blogu. Cóż za niedopatrzenie! W tym roku postanowiłam się poprawić, a że znalazłam wolną chwilę, to uroczyście przedstawiam mój sposób na ten pyszny napój. Szampan bzowy, czyli lemoniada z kwiatów czarnego bzu jest idealnym napitkiem na nadchodzące (mam nadzieję) upalne dni. Więc - do dzieła!
Oto nasz przepis na pyszny makaron gyros – danie szybkie, sycące i idealne na...
Odsłon: 319
Oto nasz przepis na pyszny makaron gyros – danie szybkie, sycące i idealne na...
Odsłon: 319
Składniki
Podczas wytwarzania tej lemoniady wykorzystujemy naturalne drożdże, które bytują na kwiatach i w pyłku czarnego bzu. Działa to podobnie jak w piwie imbirowym (ginger ale), kwasie truskawkowym czy lemoniadzie miodowej, gdzie również korzystamy z dzikich drożdży, obecnych w przetwarzanym surowcu. We wpisie na blogu znajdziesz linki kierujące do tych pysznych napojów. O tej porze roku wszystkie one doskonale gaszą pragnienie, a przy tym radują podniebienie smakiem i obecnością bąbelków. I taki sam będzie szampan bzowy.
Lemoniadę z kwiatów bzu można przygotować w jednym odpowiednio dużym naczyniu. To może być np. wiaderko przeznaczone do fermentacji wina lub piwa albo dobrej jakości garnek stalowy lub emaliowany. Albo baaardzo duży słoik szklany, ale nie wiem nawet, czy można taki kupić. Pewnie tak, bo dziś można kupić prawie wszystko. A ja użyłam po prostu dwóch mniejszych szklanych słoików, takich o pojemności około 3,5 litra.
Kwiaty czarnego bzu należy zebrać w suchy, słoneczny dzień, w pełni ich rozkwitu, ale nie przekwitające. Zbierając kwiaty, staraj się nie uronić ani odrobiny żółtego pyłku, bo w nim kryje się wielka potęga. Koniecznie trzeba go zachować!
Zebrane kwiaty włóż do naczynia, w którym będziesz robić lemoniadę. Uwaga, kwiatów nie płuczemy przed użyciem, więc koniecznie musisz je zebrać w naprawdę bezpiecznym i czystym miejscu. Na pewno nie przy ulicy!
Cytryny wyszoruj i sparz wrzątkiem, a następnie pokrój w plasterki wraz ze skórką. Oczywiście najlepiej jest użyć ekologicznych owoców. Dodaj plastry do naczynia, w którym znajdują się kwiaty.
Zagotuj 1 litr wody, a następnie rozpuść w niej 700 g cukru i zostaw do ostudzenia. Dodaj jeszcze 5 litrów wody, najlepiej z filtra, oraz 6 łyżek octu jabłkowego lub winnego. Przygotowany płyn wlej do naczynia (naczyń) z kwiatami. Przykryj i zostaw w temperaturze pokojowej na około 7 dni.
Po kilku dniach w naczyniu pojawi się piana. I to bardzo dobrze, ponieważ jest to widoczna oznaka fermentacji.
Po tygodniu przecedź płyn przez gęste sito, najlepiej wyłożone jakąś tkaniną (tetrowa pieluszka jest bardzo dobra, bo można porządnie odcisnąć). Przelej do butelek, ale nie napełniaj ich całkiem - zostaw trochę miejsca na gaz. Butelki mogą być szklane, najlepiej z korkiem ceramicznym, np. od piwa Grolsch, ale z całego serca i kilkuletniego doświadczenia polecam jednak plastikowe butelki po wodzie mineralnej. Jeśli odstraszają Cię butelki PET do napojów fermentowanych, koniecznie przeczytaj wpis, który w tym miejscu linkuję na blogu, a następnie podejmij decyzję w zgodzie z własnym sumieniem.
Odstaw butelki w chłodne miejsce, np. do piwniczki, ale jeszcze nie do lodówki. U mnie to jest spiżarnia, a w niej betonowa podłoga, która świetnie kumuluje zimno. Po kilku dniach będzie gotowa lemoniada, idealna dla dzieci, choć i dorosłym na pewno przypadnie do gustu. Pięknie się pieni i jest jeszcze dość słodka.
Podczas kolejnych dni leżakowania napój stopniowo straci słodycz, za to może się zwiększać zawartość alkoholu, stopniowo osiągając wartość najwyżej 1%. Szampan bzowy będzie też miał coraz więcej bąbelków, a ciśnienie w butelce będzie rosło. Po 3 tygodniach leżakowania w chłodzie powinien uzyskać smak idealny dla wielbicieli półwytrawnych napojów.
Uważaj przy otwieraniu butelki, bo na każdym etapie szampan bzowy ma skłonność do ucieczki i może wykazywać zdolności wybuchowe!
Szampan bzowy - przechowywanie i reaktywacja Później już koniecznie trzeba przechowywać go w naprawdę bardzo zimnym miejscu. Z czasem staje się coraz bardziej wytrwany, więc i coraz trudniejszy do picia, tylko dla koneserów wytrawnych trunków. Ale wciąż są w nim zaklęte dzikie drożdże, które można ożywić, dokarmiając porcją słodyczy. Cud ożywiania uśpionych drożdży opisałam na blogu i tam znajdziesz link do wpisu, jak to zrobić. Smacznego!