Kochasz gotować?
Zarabiaj ze Smakerem na dodawaniu przepisów!
Poprzednio podałam przepis na kiszone boczniaki. W drugim słoiku chciałam uzyskać coś w rodzaju mieszanej sałatki, a nie tylko kiszone boczniaki, więc kolorowych warzyw dodałam dość sporo. Pewnie nawet więcej, niż grzybów. Dzięki dodatkowi słodkiej marchwi i papryki w nastawie jest wystarczająco dużo cukrów, których normalnie brakuje grzybom do zainicjowania procesu kiszenia. Dlatego nie dodałam już cukru do słoika, a jedynie starter.
Warzywa strączkowe powinny częściej być obecne w codziennej diecie, więc w mo...
Odsłon: 2046
Uwielbiamy tą wersję kurczaka. Jednak smak zależy od marki ketchupu. Najlepsz...
Odsłon: 5140
Gulasz z łopatki i karkówki wieprzowej to jedno z tych dań, które zawsze chęt...
Odsłon: 4422
Kremowy, lekki deser w trochę zdrowszej wersji Mało węglowodanów, a nadal sm...
Odsłon: 178
Warzywa strączkowe powinny częściej być obecne w codziennej diecie, więc w mo...
Odsłon: 2046
Uwielbiamy tą wersję kurczaka. Jednak smak zależy od marki ketchupu. Najlepsz...
Odsłon: 5140
Gulasz z łopatki i karkówki wieprzowej to jedno z tych dań, które zawsze chęt...
Odsłon: 4422
Kremowy, lekki deser w trochę zdrowszej wersji Mało węglowodanów, a nadal sm...
Odsłon: 178
Składniki
Oczyszczone i pokrojone w odpowiedniej wielkości kawałki boczniaków (polecam takie “na jeden kęs”) krótko obgotuj we wrzątku. To znaczy – zagotuj wodę w odpowiednio dużym garnku, wrzuć pokrojone grzyby i gotuj przez około 5 minut (od czasu do czasu przyciśnij grzyby szumówką, bo wypływają na powierzchnię).
Odcedź grzyby na sicie i pozostaw do wystudzenia.
Obgotowane boczniaki wymieszaj w misce z wybranymi przyprawami, warzywami i dodatkami.
Umieść składniki w słoiku. Przygotuj solankę. Zagotuj wodę i w gorącej rozpuść sól kamienną, najlepiej kłodawską. Ostudź.
Chłodną solanką zalej składniki ułożone w słoikach, pamiętaj dodać do każdego ze 2-3 łyżki startera. To ułatwi kiszenie grzybów, które same w sobie mają za mało cukru, by “wystartować” bez wspomagania. warto wspomnieć, że słoik napełniam pod samo wieczko i zakręcam go dość szczelnie, po czym stawiam na talerzyku na wypadek wycieku. Dzięki temu zabiegowi nie muszę się martwić, że coś wypłynie na powierzchnię i się zepsuje. We wnętrzu słoja nie ma powietrza, a jedynie dwutlenek węgla, który powstaje w wyniku fermentacji, tworząc atmosferę beztlenową (niezbędną do prawidłowego przebiegu procesu kiszenia). Nie muszę używać docisku, a moja kiszonka jest bezpieczna (pod warunkiem, że nie będę przez tydzień otwierać słoika, by nie wpuścić tlenu).
Kiszone boczniaki pozostaną na blacie kuchennym (czyli w temperaturze pokojowej, co u mnie oznacza jakieś 18 stopni) przez około tydzień. Później słoiki trafią do lodówki lub zimnej spiżarni na 1-2 tygodnie. A potem zacznie się WIELKIE PRÓBOWANIE.