Do góry

Newsy

I jak tu nie jeść! Wywiad z Beatą Sadowską

Jest matką, dziennikarką radiową, prezenterką telewizyjną i sportsmenką. Kiedy znajduje czas na gotowanie i pisanie książek? Między innymi o tym rozmawiamy z Beatą Sadowską.

Fot. Celestyna Król

Smaker: Gotowanie było obecne w pani życiu od zawsze czy może dopiero na pewnym etapie swojego życia zaczęła pani gotować?

Beata Sadowska: - Od zawsze potrafiłam przypalić wodę, z czasem nauczyłam się robić herbatę (śmiech). Dosyć wcześnie miałam kontakt z kuchnią, bo byłam dzieckiem z kluczem na szyi. Rodzice pracowali, my z bratem wracaliśmy ze szkoły i musieliśmy albo odgrzać albo przygotować sobie coś do jedzenia. Świadome gotowanie to mój romans od niemal dziesięciu lat. Ciągle się uczę.

Jaki smak kojarzy się pani z dzieciństwem? Czy pani wspomnienia z tamtego okresu wpływają jakoś na to, jak karmi pani swoje dziecko?

B.S.: - Pomarańcze, bo pachniały nimi święta Bożego Narodzenia. Rogaliki z różą autorstwa mojej mamy. Blok czekoladowy, bo czekolada była na kartki. To wciąż dla mnie smaki sentymentalne, co nie oznacza, że tak je Tysiek. Na razie raczej nie ma kontaktu ze słodyczami, za to wcina kaszę jaglaną i awokado.

Czy przyjście na świat syna zmieniło pani podejście do gotowania?

B.S.: - Nie zmieniło, bo już wcześniej jadłam bardzo zdrowo. W ciąży nie wyznawałam idiotycznej zasady: teraz za dwoje i mogę wszystko. Wręcz przeciwnie: bardzo uważnie dobierałam to, co na talerzu. Piłam zielone koktajle, uważałam nawet z ukochanym miodem, bo potrafi uczulić.

Jak to możliwe, że bardzo aktywna zawodowo kobieta znajduje jeszcze czas na gotowanie dla siebie i rodziny (i to czegoś więcej niż odgrzewany w mikrofalówce, kupny obiad)?

B.S.: - Mikrofalówki nie mam i nigdy nie miałam, więc nie odgrzewam. A gotowanie dla siebie i rodziny? Wiem, zabrzmi jak żart, ale to naprawdę i frajda, i oszczędność czasu. Ostatnio sprawdziłam: kolacja dla sześciu osób - zupa, drugie danie, deser - przygotowanie wszystkiego zajęło mi 45 minut. Wystarczy spróbować, a okaże się, że zdrowa kuchnia to nie tylko inwestycja w siebie, ale też w wolny czas.

Jakie trzy zasady uznałaby pani za najważniejsze w swoim gotowaniu?

B.S.: - Lekko, zdrowo, różnorodnie.

Jak ocenia pani sposób odżywiania Polaków? Czy jest coś, co by pani w nim zmieniła?

B.S.: - Myślę, że to się bardzo zmienia. Na lepsze. Jemy bardziej świadomie, etap zachłyśnięcia półproduktami mamy już raczej za sobą. Zamieniłabym na pewno smażenie na gotowanie na parze, a tłuste sosy na oliwę z oliwek.

Sądzi pani, że Polacy dadzą się przekonać do zdrowego jedzenia? W końcu standardowy obiad w naszym kraju jest jednak bliższy tłustemu schabowemu z ziemniakami niż komosie ryżowej z tofu...

B.S.: - Sądząc po komentarzach pod zdjęciami potraw, jakie wieszałam w mediach społecznościowych - tak. I wierzę, że to nie dotyczy tylko wielkich miast. Myślę, że tak jak jest potrzebna zmiana w kuchni, tak wciąż jest strach, czy sobie poradzę i czy będzie mnie na to stać. Tymczasem mała puszka mleka kokosowego (wciąż brzmi egzotycznie) to 2 pln. Jak ktoś się odważy, polubi wersję lżej, zdrowiej, smaczniej.

W książce nie znajdziemy przepisów z mięsem, ale to chyba nie jest książka skierowana tylko do wegetarian? Czy sądzi pani, że takie dania przekonają do siebie mięsożerców?

B.S.: - Poza rybami nie jem mięsa, więc gdyby nagle do przepisów trafiła wołowina byłaby to totalna ściema, a tego nie chcę. I nie mam misji nikogo przekonywać. Mam nadzieję, że jak ktoś przeczyta i zobaczy smakowite zdjęcia Celestyny Król, sam, bez namów, pomyśli: zaryzykuję i spróbuję.

Większość osób kojarzy panią z nieco innej, mniej kulinarnej, strony. Jak to się stało, że zdecydowała się pani napisać książkę o gotowaniu?

B.S: - Moi znajomi i przyjaciele wiedzą, że kocham siedzieć i rządzić się w kuchni, ale to prawda - niespecjalnie się z tym zdradzałam. Po „I jak tu nie biegać!", gdzie zamieściłam kilka przepisów, ciągle dostawałam maile z pytaniami: a może by tak książka z zebranymi propozycjami kulinarnymi? Kiedy zamieszczałam jakieś zdjęcie zdrowego śniadania, komentarze się nie kończyły. Ta książka to odpowiedź właśnie na to.

Czy „I jak tu nie jeść!" jest jednorazową przygodą, czy być może planuje pani jej kontynuację?

B.S.: - Na razie czeka mnie intensywna promocja „I jak tu nie jeść!", a ponieważ staram się być ‘tu i teraz', pomyślę o tym później.

Rozmawiała: Sylwia Cisowska / Smaker.pl

Polecane przepisy

Zobacz więcej

Komentarze do artykułu (0)

Dodaj komentarz

Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe
Bądź pierwszy. Napisz coś miłego!

Ostatnio komentowane przepisy

Rozwiń Zwiń