Do góry

Konkursy

Rozstrzygnięcie konkursu Słodkie wypieki

Nareszcie nadszedł dzień, w którym możemy ogłosić lauretaów konkursu!

Nawet w najśmielszych oczekiwaniach nie przypuszczaliśmy, że przyślecie do nas tak wiele przecudownych zgłoszeń. Chcieliśmy zostać pozytywnie zaskoczeni i udało się :-).

 

Wszystkim bardzo dziękujemy za udział w konkursie. Mamy zaszczyt poinformować, że książki oraz zestaw gadżetów Smaker.pl powędruje do:

 

 

Pani Magdaleny

 

'Była pewna, że zdąży dobiec do domu przed deszczem, choć niebo stawało się niebezpiecznie szare, zimny wiatr coraz żwawiej przepędzał po chodniku liście, a w tle lekko pobrzmiewał dźwięk zbliżających się wyładowań atmosferycznych, choć miała szczerą nadzieję, że w rzeczywistości to tylko odgłos startującego samolotu.
Udałoby się, gdyby nie to, że znowu się zgubiła. To chyba lęk przed burzą naruszył jej i tak nadszarpniętą orientację w terenie. Spoglądając ze zrezygnowaniem na swoje delikatne, choć urocze pantofle, które jednak nie wróżyły dobrej komitywy z błotem i kałużami, postanowiła schronić się w pierwszym lepszym miejscu. Wymacała w kieszeni drobne-resztki jej tymczasowego majątku, pozostałe po wcześniejszej wizycie w kinie (uśmiechnęła się pod nosem na wspomnienie tej rewelacyjnej komedii) i na targu, gdzie wydała krocie na malutki koszyk malin (ale było warto!). Ostry dźwięk grzmotu przeszywającego atmosferę, poprzedzony błyskiem w odstępie milisekund, świadczącym o niezaprzeczalnej bliskości burzy, co było nieliczną z informacji zapamiętanych przez nią z lekcji fizyki, wpędził ją bez zastanowienia za drzwi lokalu, obok którego akurat się znalazła.
Drzwi i przestronne, drewniane okna kawiarni oplatała winorośl. Na drugim końcu pomieszczenia, za dużymi szklanymi drzwiami znajdowało się patio, a na nim ogród z truskawkami, borówkami, malinami, krzewami czarnej porzeczki, drzewami wiśniowymi... Z informacji wypisanych kredą na ceglanej ścianie wyczytała, że każdy gość może sam zerwać ulubiony owoc, który zostanie dodany do zamówionego przez niego deseru.
Na antresolę na piętrze prowadziły szerokie, dębowe schody; tam mieścił się kącik zabaw, przy którym jeden z kucharzy wałkował ciasto do ciasteczek, a zgromadzone przy nim dzieci wycinały własne wzory ciastek, wybierały do nich dodatki (bakalie, draże, kawałki czekolady...) oraz kolory lukrów (tylko naturalnej produkcji: czerwony z soku truskawkowego, zielony-z kiwi, fioletowy-z jagód, itd.). Mali artyści z dumą zbiegali ze swoimi gotowymi dziełami do rodziców, odprężających się nad filiżankami aromatycznej kawy przy stolikach na dole. Nagrodą za ciężką pracę małych kucharzy, oprócz uznania rodziców, było oczywiście wpałaszowanie własnego smakołyku.
Miejsce miało naprawdę uroczy klimat, od razu zapomniała o szarówce panującej za drzwiami, choć od tamtego świata oddzielały ją ogromne okna, wpuszczające do środa wiele światła. Poczuła, że najchętniej spędziłaby tu cały wieczór, i nie miałaby wrażenia samotności, atmosfera była tak przytulna. Przygryzła jednak wargę na wspomnienie lichej zawartości portfela. Już miała wymknąć się po cichu, przełamać strach i jednak dobiec do tramwaju-żal pantofli, ale miała w domu jeszcze przecież parę półbutów...
I wtedy uśmiechnął się do niej kelner, wprost zza lady uginajej się pod stosem świeżych ciastek, tortów, tartaletek, serników, bułeczek i muffinek... Ich zapach dosłownie unosił się w powietrzu, miała wrażenie że krople aromatu urzeczywistniają się i tworzą barierę, która nie pozwala jej złapać za klamkę! Za drzwiami kuchni zobaczyła uwijających się cukierników, którzy co chwila donosili nowe wypieki, zastępujące puste miejsca po ubywających poprzednikach. Kelner w białym fartuchu, noszącym na sobie ślady czekolady i mielonej kawy, zachęcił ją do odwieszenia płaszcza. "Zapraszam Panią na zieloną herbatę z cząstkami gruszki z naszego ogrodu. W naszej cukierni za każdym razem, gdy pada deszcz, podajemy Gościom herbatę w prezencie".
Teraz już wiedziała, że fotel przy oknie wychodzącym na ulicę należy do niej. Herbata z gruszką brzmiała wybornie (choć mogła wybrać spośród puszek sypanych herbat ustawionych wzdłuż całej ściany), dzięki temu ciepłu czuła się tu jak w domu, a jednocześnie jak gość honorowy, dzięki otwartości obsługi. I co najważniejsze, szybko wykalkulowała, że może sobie też pozwolić na kawałek jabłecznika! I chyba nie trzeba tłumaczyć skąd pochodziły przeznaczonego do niego papierówki?
'

 

Pani Agnieszki


'Gdybym miała swoją kawiarnię..... nie to bez sensu. Wiem, że pewnie co druga osoba do Was tak piszę, a ja chcę Was zaskoczyć. Podobno jeśli mówi się w czasie teraźniejszym to ma to większą moc i a sama osoba przekonanie, że to co się piszę będzie spełnione, w moim wypadku to marzenie o kawiarni... Mam kawiarnię. Nazywa się ona Oh, how lovely, jak zresztą mój blog na którym umieszczam przepisy( oczywiście nie na ciasta, które sprzedaję, aby nie dawać szans konkurencji). Z zewnątrz wygląda dość niepozornie: Białe ściany i czarny napis. Niepozornie? Chyba bardziej tajemniczo i intrygująco, powiedzmy tak zachęca do odwiedzenia. Słyszę zawiasy drzwi( wczoraj zapomniałam ich nasmarować) i w białych drzwiach ukazuje się klient, wygląda trochę jakby na zagubionego, rozgląda się, patrzy. Jej wzrok wędruje bardzo szybko po pomieszczeniu, aż w końcu namierzy mnie. Powolnym krokiem podchodzi do lady i pyta:
- Dzień dobry, co mogła by mi pani polecić?
- Dzień dobry. Szczerze, to chyba wszystko. Ideą mojej kawiarni jest to aby wszystko co robię było moje. Ciasta sama piekę, kawę sama parzę, nawet talerze i filiżanki zaprojektowałam sama, tylko ja tu pracuję. Po składniki na ciasto jeżdżę do mojego przyjaciela, rolnika, od którego dostaję najświeższe jajka, ser i mleko. Jednak, odpowiadając na pani pytanie poleciłam bym pani bezę z bitą śmietaną i borówkami.
- Tak pani opowiadała, a tu takie banalne danie, chyba najbardziej w pani menu. Poproszę może lody bazyliowe, albo nie sernik z lawendą, chociaż z drugiej strony kusi mnie ten biszkopt z fiołkami....
- Czyli beza?
- Czy pani mnie słucha?
- Tak słucham- odpowiadam. Ale widzi pani, gdy weszła pani do mojej kawiarni poczułam taki wiatr świeżości, jakby jednym krokiem oczyściła tutaj pani atmosferę, to niesamowite. Nie jestem osobą, która wciska ludziom wypieki, bo już leżą 3 dni. To nie etyczne. Zaproponowałam to pani, teraz może pani pomyśli, że jestem stuknięta, ale do każdego klienta podchodzę inaczej, wybieram ciasto, które najlepiej do niego pasuję. Gdyby w tym momencie wszedł "mięśniak" zaproponowałabym mu czekoladową muffinkę z chili i czarną kawę, gdyby teraz wszedł starszy pan pewnie poczęstowałabym go sernikiem, taki jaki pamięta z dzieciństwa, mały chłopczyk ucieszył by się pewnie z lodów jagodowych, mniej jego mama, która musiała by potem prać zabrudzone ubranko.
- A więc to tak, w takim razie poproszę tą bezę i latte
-Wiedziałam, że wybierze pani latte.
Podałam klientce ciastko i kawę. Przez cały czas ją obserwowałam. Widziałam jak delektuję się smakiem i jak bardzo jest szczęśliwa. Skończyła. Wzięła torebkę i wyszła. W drzwiach tylko zobaczyłam jak się do mnie uśmiechnęła. A drzwi otworzył jej mocno umięśniony mężczyzna, któremu wiedziałam co podam..... i to się chyba może nazywać sukces zawodowy:)'

 

Postanowiliśmy również przyznać nagrody dodatkowe w postaci zestawu gadżetów Smaker.pl. Otrzymają je Wiktoria15568 oraz Pani Anna z Szamotuł.

Polecane przepisy

Zobacz więcej

Komentarze do artykułu (1)

Dodaj komentarz

Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe

zdjecie uzytkownika

howlovely 10 lipca 2013 Bardzo się cieszę, że Państwo docenili moją pracę. To moja pierwsza wygrana w takim konkursie, patrząc na to, że mam dopiero 15 lat jestem bardzo z siebie dumna. Obiecuję umieścić recenzję książki na moim blogu http://howlovely.blox.pl/html:) Oczywiście wszystkim innym wyróżnionym serdecznie gratuluję!

5 Kto głosował? | Odpowiedz

Ostatnio komentowane przepisy

Rozwiń Zwiń